niedziela, 9 lutego 2014

"Umrzeć, by przeżyć" cz. 1

Nie chcę się przeprowadzać, ale niestety nie mam w tej sprawie nic do gadania.  Pakowaliśmy się już od tygodnia. Rano zapakowaliśmy do samochodu ostatnie bagaże i ruszyliśmy. Gdy dotarliśmy na miejsce było już zupełnie ciemno i  rozpadał się deszcz. Nasz nowy dom wyglądał więc rodem z horroru. Tyle tylko, że ja uwielbiam się bać.
Dom był ogromny. Za duży dla nas czworga (niedługo pięciorga), jak na mój gust.  Weszłam po schodach na górę, rozejrzałam się. Korytarz ciągnie się chyba przez cały dom, dodatkowo jest tu pełni drzwi. Skręciłam w lewo i poszłam aż do pokoju na końcu. Na środku stało jedne drewniane krzesło. Nic nadzwyczajnego. Poza tym pokój był pusty. Wróciłam na korytarz. Tym razem wybrałam ostatnie drzwi na lewo. Pokój był duży, ale przytulny. Mój brat wybrał ostatni pokój po prawej po drugiej stronie korytarza. To tylko podkreśla jakimi jesteśmy przeciwnościami, co jest w sumie dziwne, bo jesteśmy bliźniakami. Jedyne jednak co nas łączy to rodzice. To nie tak, że jesteśmy nienormalni. Po prostu ja zawsze mówię co myślę a mój brat robi co chce.
Wyjrzałam na korytarz. Po co tu tyle drzwi? Chyba nie tylko mnie to ciekawi.
-Co tu robisz? - spytał mnie Tomek.
-Od dziś mieszkam.
To chyba koniec braterskiej pogawędki.  Podobno pierwsza noc w nowym miejscu jest jest najgorsza. Mnie spało się całkiem dobrze. Zeszłam na dół koło 11:00. Większość naszych rzeczy była już rozpakowana. Dobrze, że mnie to ominęło. Cały dzień rozpakowywałam moje książki, filmy i gry komputerowe. To prawda, nie mam życia towarzyskiego.
-Ej młoda, nie widziałaś moich butów do biegania? - Nawet nie zauważyłam kiedy Tomek pojawił się w drzwiach mojego pokoju.
-Oczywiście. Ja je wzięłam. Przecież wiesz jak kocham sport. - Na szczęście mój brat jest inteligentny, więc wyczuł sarkazm.
-Pytam serio. Zginęło mi już kilka rzeczy. Jak tylko przyjechaliśmy, położyłem słuchawki na łóżku u mnie. Za chwilę patrzę, zniknęły. Ty masz wszystko?
-Tak, może ten dom nie lubi facetów.
-Dom rasista. Cudownie. - Cud, chyba znalazłam kolejną rzecz, która nas łączy. Oboje nie chcieliśmy tej przeprowadzki.
Następne dni i noce spędziłam bardzo dobrze. Wstawałam wypoczęta. Siódmego dnia po przyjeździe, zeszłam na dół. Na schodach spotkałam Tomka.
-Wow, wyglądasz gorzej niż moja kupa, a to wyczyn.
-Nie sypiam zbyt dobrze. - przyznał się Tomek.
-Mówiłam. - Może ten dom naprawdę nie lubi facetów.
Kolejna noc zapowiadała się normalnie. Jednak koło 3:00 nad  ranem obudziły mnie krzyki. Wygramoliłam się z łóżka i wyjrzałam na korytarz. Czy to możliwe, żeby siedemnastoletniego chłopaka męczyły aż takie koszmary? Mój brat krzyczał jak opętany. Musiałam iść sprawdzić co się dzieje. Podeszłam pod drzwi pokoju Tomka.
-Wynoście się stąd! Jak tu w ogóle weszliście?! - Czyżby ktoś był w domu. Nie spotkałam jeszcze takiej rzeczy której się bałam, więc otworzyłam drzwi. Tomek siedział skulony w kącie i zakrywał rękoma twarz. Nad nim stało dwóch chłopaków. Obaj wysocy, mniej więcej w tym samym wieku. Jeden z nich miał ciemne włosy do ramion, drugi natomiast był blondyn.
-Hej, wy, co tutaj robicie? - Na dźwięk mojego głosu dwaj nieznajomi obrócili się do mnie twarzami. Dopiero teraz dostrzegłam, że brunet miał całą koszulkę we krwi. Blondyn był ,,czysty", nie licząc mnóstwa siniaków na rękach i grubej sino-żółtej pręgi na szyi.
-Jutro. My tylko ostrzegamy - rzekł brunet.
-Ostrzegacie? Przed czym? - spytałam, ale odpowiedzi się nie doczekałam, bo dwaj nieznajomi dosłownie rozpłynęli się w powietrzu.
-Tomek, co się tutaj stało? - Dopiero teraz mój bliźniak podniósł głowę i wyglądał naprawdę źle. Miał podkrążone oczy od wielu nieprzespanych nocy. Wydawał się też znacznie chudszy. Włosy miał w nieładzie, a przedramiona całe podrapane. - Kto to był?
-Ja...nie wiem. Oni...przychodzą...co noc...do mnie..I mówią....żebym uciekał.
-Chodź do mnie, porozmawiamy spokojnie. - Nawet się nie zdziwiłam, gdy Tomek po prostu wstał i wyszedł czym prędzej z tego pokoju. Już u mnie zapytałam go:
-Jak oni tu przychodzą? Ty ich wpuszczasz?
-Nie widziałaś? Oni..pojawiają się znikąd, a potem znikają.
-Przecież to nie możliwe. Sugerujesz, że to duchy  albo coś takiego? - Może właśnie dlatego niczego się nie bałam, bo nie wierzyłam w żadne siły nadprzyrodzone.
-A masz lepsze wytłumaczenie? - spytał Tomek.
-Okej. Jeden z nich powiedział "Jutro. My tylko ostrzegamy." Mówili Ci na co masz uważać?
-Opowiadali mi o pewnym mężczyźnie, który zabija tutaj nastolatków, tylko chłopców. On przejmuje ich siły życiowe czy jakoś tak.
-I oni ostrzegali Cię przed nim? To niedorzeczne. Ten pajac tu nie wejdzie.
-Słuchaj, to on zbudował ten dom. Zna go lepiej niż my. Podobno są tutaj ukryte tajne przejścia.
-Aha, oczywiście, a ja jestem Jim Morrison. Chcesz, możesz dziś spać u mnie? Moje łóżko jest tak ogromne, że nawet tamci dwaj by się zmieścili. - Widząc monę brata, dodałam. - żartowałam. Przecież wiesz, ze to nie w moim stylu zapraszać chłopców od razu do łóżka. Chodź, możesz spać do okna, a ja od drzwi.
Jednak nie było tak łatwo zasnąć po tym co widzieliśmy. Tomek całą noc się wiercił i zabierał mi kołdrę, żeby się nią okręcić. Każdy trzask, każdy samochód i każdy dźwięk sprawiał, że Tomek znów szalał. Nad ranem oboje zasnęliśmy, wstaliśmy dopiero późnym popołudniem. Rodziców nie było, więc mięliśmy całkowitą swobodę działania. Postanowiliśmy, że będziemy się zastawiać drzwi mojego pokoju na każdą noc. Tomek będzie spał u mnie. Przenieśliśmy z jego pokoju fotele i  cudem przeciągnęliśmy bieżnię i łóżko. Na noc wszystko postawiliśmy pod drzwi. Z kolei moje łóżko znalazło się w kącie, a nie tak jak przedtem na środku przy ścianie. Późnym wieczorem położyliśmy się spać. Tomek nadal się bał, ale ja nie odczuwałam strachu. Zasnęliśmy.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Tomek też się obudził. Czyżby to znowu ci dwaj? Po kilkunastu minutach pukanie ustało, lecz w łazience rozległ się głośny huk. Mój bliźniak zadrżał.
-Tomek, ja pójdę sprawdzić do łazienki co to było, a Ty tu zostaniesz, okej? - spytałam brata. Nie odpowiedział, pokiwał jedynie głową.
Wyszłam z łóżka i wzięłam do ręki młotek, który również wcześniej przynieśliśmy. Ruszyłam do łazienki. Zajrzałam do środka, pusto. Ale lustro leżało w kawałkach częściowo na podłodze i umywalce. Pytanie, kto to mógł zrobić? Usłyszałam krzyk Tomka i szybko się odwróciłam. Za mną stał mężczyzna w wieku około dwudziestu lat. Był przystojny, miał ciemne blond włosy i intensywnie zielone oczy. W ręku trzymał pistolet. Niewiele myśląc, zamachnęłam się na niego młotkiem. Przeciwnik był jednak szybszy, złapał za młotek i odrzucił na drugi koniec łazienki. Nic nie mówiąc, mężczyzna obrócił się na pięcie i ruszył do pokoju po Tomka. Wybiegałam za nim, ale Tomka nie było. Nie to, żebym wierzyła, ale miałam ochotę krzyknąć ,,dzięki Bogu!".
-Gdzie on jest? - spytał napastnik wrogim głosem.
-Kto? Mój brat przystojniak? Bezpieczny. - Mężczyzna jakby nie usłyszał moich słów. Wciągnął głęboko powietrze nosem i podszedł do łóżka. Potem się schylił i wyciągnął spod niego Tomka, który był jak sparaliżowany; przyłożył mu pistolet do głowy, ale nie zdążył strzelić, ponieważ mój brat walnął go mocno w twarz tak, że pistolet poleciał wypadł z rąk mężczyzny i poleciał pod drzwi mojego pokoju. Przeciwnik ruszył w moją stronę, mówiąc:
-Głupia dziewczyna! Nie chodzi mi o ciebie, więc jeśli będziesz grzeczna, przeżyjesz.
-A więc wolisz chłopców? Szkoda - powiedziałam. Zdałam sobie sprawę, że barykada pokoju to nie był mój najlepszy pomysł. Ani ja, ani mój bliźniak nie mogliśmy uciekać. Mężczyzna zamachnął się, by uderzyć mnie w twarz, ale ja szybko przemknęłam mu pod ręką i pobiegłam po pistolet. Nie zdążyłam, bo trzymał go już Tomek.
-Strzelaj! Strzelaj! - krzyczałam. Tomek strzelił i trafił przeciwnika w ramię. Mężczyzna ani drgnął. Znalazł się szybko obok mnie złapał za ramiona tak mocno, że straciłam chwilowo czucie.
-Odłóż delikatnie pistolet na podłogę i kopnij w moją stronę. - Dawałam Tomkowi znak oczami by tego nie robił. On mnie zignorował i spełnił polecenie. Mężczyzna podniósł pistolet i powiedział:
-Chłopcze jeśli chcesz ją ocalić oddaj się w moje ręce. Ktoś musi dziś zginąć.
W tej chwili rozległo się pukanie do pokoju. To rodzice. Napastnik się zdekoncentrował. Wystarczyła chwila, żebym mu się wyrwała i pobiegła w stronę mojego brata.
-Uciekaj - szepnęłam i spojrzałam na okno.
-Zwariowałaś?! - Mężczyzna szedł już z wycelowanym pistoletem  w naszą stronę. Niewiele myśląc wypchnęłam Tomka przez okno. Na pewno przeżyje, nie gwarantuję jednak, że cały i zdrowy.
-Ty mała suko! - Facet złapał mnie za szyję i przygwoździł do ściany. Przyłożył mi pistolet do skroni. - Ktoś dzisiaj musi zginąć - szepnął mi do ucha i pociągnął za spust.


1 komentarz:

  1. Fajny blog c; Zapraszam na mojego, mimo iż dopiero zaczynam c;
    marthas-journal.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń