wtorek, 2 lutego 2016

Macki

Siedziałam w ,,pokoju bez klamek". Tak naprawdę była tam klamka, tak się tylko potocznie mówi na pomieszczenie w psychiatryku. Do pokoju weszła nieśmiało młoda kobieta z blond włosami zebranymi w niechlujnego kucyka. W rękach trzymała teczkę. Tuż za nią szedł mężczyzna w stroju ochroniarza, miał przy sobie pałkę i chyba krótkofalówkę u pasa. Gdy tylko wszedł, zamknął drzwi i stał przy nich. Kobieta natomiast zwróciła się do mnie.
-Gaja, dostałaś środki, które mają na celu cię uspokoić. Chcę z tobą tylko porozmawiać. Czy rozumiesz co mówię? - Kiwnęłam nieznacznie głową, wtedy kobieta podeszła i usiadła na krześle ustawionym naprzeciw mojego. -Nazywam się Jolanta. Jestem psychiatrą w tej klinice. Przysłano mnie, żeby potwierdziła twoje zeznania. Nie masz nic przeciwko?
-Przecież już wszystko powiedziałam policji.
-Tak, wiem. Mam to spisane tutaj - uniosła do góry teczkę. -Musisz mi jednak opowiedzieć wszystko jeszcze raz. ponieważ twoja historia ma kilka luk, które chciałabym uzupełnić. - Milczałam. -Dobrze, w taki razie zacznijmy. Zechciałabyś mi opisać co dokładnie zdarzyło się tamtej nocy?
Nie. Nie miałam najmniejszej ochoty wracać myślami do tamtej chwili. To jakiś koszmar. To nie mogło się zdarzyć naprawdę. Muszę śnić. Tak, to na pewno sen i za chwilę obudzę się w swoim pokoju i ...
-Gaja. Dobrze się czujesz? Rozumiem, że to dla ciebie trudne, ale wcześniej czy później będziesz musiała to zrobić.
-Tak, wiem.
-Kontynuujmy zatem. Opowiedz mi cały dzień aż do momentu przyjazdu policji.
Lekko się ociągałam, zebrałam się jednak w końcu i zaczęłam:
-Dzień zaczął się normalnie: wstałam i zeszłam na śniadanie. Rodzice byli już w pracy, moja siostra prawdopodobnie też. Ja zostałam w domu tylko z braćmi: jednym starszym a drugim młodszym. Cały dzień obijaliśmy się, graliśmy w gry i oglądaliśmy bajki. Po południu wrócili rodzice, zjedliśmy obiad, chwilę porozmawialiśmy i rozeszliśmy się do swoich pokoi. - Kobieta cały czas na mnie patrzyła i jakby porównywała w głowie to co jej przed chwilą powiedziałam z tym co miała zapisane w teczce. Po dłuższej chwili chyba wyciągnęła wnioski, bo odchyliła się na chwilę na krześle, włożyła pasmo włosów za ucho i położyła teczkę na podłodze obok swojego krzesła.
-Rozumiem. Czy to wszystko? Tylko tyle pamiętasz? - spytała.
-Nie. - Odczekałam chwilę, odetchnęłam i ponownie zaczęłam opowiadać. - Gdy było już bardzo późno, położyłam się do łóżka. Wszyscy już spali. Ja zawsze się ociągam i kładę spać ostatnia.
-Dlaczego? Masz problemy ze snem? - wtrąciła się psychiatra. Jednocześnie sięgnęła po teczkę, wyjęła z niej jakieś karki i długopis, i była już gotowa do notowania moich odpowiedzi.
-Nie. To znaczy tak.
-Dobrze, powiedz mi kiedy ostatnio przespałaś całą noc? - spytała pani Jolanta.
Po krótkim namyśle powiedziałam niepewnie:
-Nie pamiętam. - Moja odpowiedź oczywiście szybko została zapisana na kartce.
-Co może być przyczyną?
-To przychodzi co noc. Od zawsze. Każdej nocy. Odkąd pamiętam co noc do mnie przychodzi. - Szybko z siebie wyrzuciłam.
-Co takiego, Gaja? Co do ciebie przychodzi?
-Macki. On przychodzi i wysuwa swoje macki. A one oplatają mnie, wpełzają do uszu i mówią mi różne rzeczy. Wiem jak to brzmi, ale musi mi pani uwierzyć. To prawda! - Ostatnie zdanie nieomal wykrzyknęłam. Psychiatra mimowolnie odchyliła się na krześle a strażnik już ruszył w moją stronę.
-W porządku. - powiedziała doktor. - W porządku. Nic się nie stało. Strażnik jeszcze przez chwilę stał bez ruchu jednak po wymienieniu spojrzenia z kobietą wrócił na swoje miejsce. Bez zbędnego tracenia czasu przeszłyśmy dalej.
-Co on ci mówi?
-To boli. Wie pani, to jakby ktoś chciał cię rozedrzeć na małe kawałeczki a potem cię poskładać tylko po to, by następnej nocy zrobić dokładnie to samo. Oplata całe ciało tak, ze nie możemy się ruszyć  a potem wdziera się do mózgu i namawia. I grozi. I szantażuje. Ale to wszystko kłamstwa. I krzyczy. Ściska. I to tak boli. - Przerwałam na chwilę. Jednak za nim kobieta naprzeciw mnie zdążyła się odezwać, ja podjęłam opowieść. - On mieszka w szafie. No, w szafie. Serio. Każdej nocy otwiera powoli drzwi. Najpierw wypuszcza swoje długie macki, bada teren. Dopiero potem powoli wypełza przez małą szczelinę między drzwiami. Pełznie po cichu do łóżka, wsuwa macki pod kołdrę i już wtedy można wyczuć ich oślizgły dotyk. I oplata, ściska, wpycha się do uchu i miesza nam w głowie. Naprawdę tak jest. Nie kłamię. A potem już robisz co on ci każe, bo obiecuje, że to ostatnie spotkanie. A kolejnej nocy jest tak samo. On jest wszędzie. Musimy uważać. Ale i tak nie ma ucieczki. - Wyrzucałam z siebie zdania jak karabin pociski, wiec gdy już skończyłam ledwo łapałam oddech. Nikt się nie odzywał dłuższą chwilę. Na twarzach obojga malował się niemały szok po tym co właśnie usłyszeli. W końcu jednak psychiatra zapytała:
-Gaja, więc to ona kazał ci to zrobić?
-Tak! - Nareszcie ktoś mnie rozumiał. - On działa podstępnie. Wszystko pamiętam, ale nie mogłam nic zrobić. On mnie kontrolował cały ten czas. Opuścił mnie dopiero po... I stałam na ciałami swoich rodziców, dwóch braci i siostry. Cała była we krwi, a ręku trzymałam nóż. W oddali słyszałam już syreny policyjne. Nie uciekałam. Pomyślałam, że jak im wszystko wyjaśnię to oni zrozumieją. Pani rozumie, prawda? - Nie czekając nawet na odpowiedź, mówiłam dalej. - Bo to nie byłam ja. Ktoś inny mną sterował. Ja odzyskałam kontrolę dopiero po fakcie. Ale pamiętam. Pamiętam wszystko.
DIAGNOZA: Jako adoptowane dziecko nie potrafiłam się zaaklimatyzować, czułam się odrzucona co odbiło się na mojej psychice. Odrzucenie przeobraziłam w potwora z szafy i na niego zrzuciłam winę za zemstę, która była kierowana bólem i obwinianiem o niego rodziny zastępczej.
----------------------------------------------------------------------------------
Odkąd trafiłam do szpitala (nikt tu nie mówi psychiatryk), potwór już się nie pojawił. Spędziłam pół roku w spokoju, rozmawiając z innymi pacjentami, chodząc na terapie i nareszcie się wysypiając. Jak każdego wieczora, gdy leżeliśmy już w łóżkach, był obchód. Potem mogliśmy jeszcze chwilę porozmawiać i następowała cisza nocna. Zadowolona otuliłam się kołdrą powiedziałam dobranoc moim dwóm współlokatorkom, gdy nagle poczułam znajomy chłód sięgający mojego łóżka. Otworzyłam oczy, choć doskonale wiedziałam co nadchodzi. Macki znowu mnie oplotły i szybko wpełzły do uszu. Ból mnie obezwładnił, nie mogłam się poruszyć a nawet krzyczeć. W głowie pojawiła się krótka komenda i cały czas dzwoniła mi w uszach: Zabij ich. Zabij ich wszystkich!