czwartek, 13 lutego 2014

"Umrzeć, by przeżyć" cz. 2

Nie żyję.
Nie żyję.
Żyję?
Dziwne. Nie oddycham, nie mam pulsu, ale żyję.
Stałam na środku swojego pokoju.  Było ciemno. Rozejrzałam się na około. Pod drzwiami stało łóżko mojego brata, bieżnia i dwa fotele. Moje łóżko stało w samym kącie, a drzwi do łazienki były otwarte. Jednak najgorsze były zwłoki. Moje zwłoki. Były oparte bezwładnie plecami o ścianę, która była ciemnoczerwona od krwi. W mojej głowie na skroni byłą dziura. Po mojej twarzy ciekła krew, która poplamiła koszulkę na czerwono.
-Dlaczego tu jesteś? - Obróciłam się za siebie. Ujrzałam dwóch chłopaków. Spotkałam ich już wcześniej w pokoju mojego bliźniaka, Tomka.
-Może powinnam was o to spytać - odpowiedziałam na pytanie blondyna.
-On nie zabija dziewczyn - powiedział z kolei brunet. Nareszcie zrozumiałam przed kim nas ostrzegali. Niestety teraz jest już za późno. Mam nadzieję, że przynajmniej Tomek żyje.
-Jak widać od każdej reguły są wyjątki. Po co on to robi? - spytałam.
-Zabija młodych chłopców, by przejąć ich energię życiową. Robi to w tym domu, ponieważ tutaj skupia się duża ilość mocy. W ten sposób on może żyć wiecznie. - Tym razem odpowiedział mi blondyn z siniakami na szyi.
-I co potem? Zamieniacie się w duchy? Biegacie sobie po tym domu i mówicie, żeby ktoś uciekał, a sami go straszycie swoim wyglądem? - Na moje słowa obaj się zaśmiali. To chyba najżywsza reakcja do tej pory jaką u nich widziałam.
-Zabawne. Spójrz na siebie. - Odruchowo zerknęłam w stronę mojego ciała i zrozumiałam.
-Mam dziurę w głowie, prawda? - Spojrzałam w okno. Moje odbicie wyglądało jak postać z horroru. Byłam blada z podkrążonymi oczami, podobnie jak pozostałe dwa duchy. I naprawdę w mojej głowa był efekt strzału z pistoletu. Lepiej być nie mogło.
-Popatrz na mnie. Ja jestem cały we krwi. Ten facet dźgnął mnie kilka razy nożem w brzuch, gdy spałem - powiedział brunet. - Za to Julian umarł przez powieszenie. Tamten to zaaranżował. - Julian krzywo się uśmiechnął. - Ja jestem Kacper tak przy okazji.
-W porządku. Ja jestem Adrianna. Czyli co, teraz musimy iść kogoś postraszyć? - Po raz drugi w przeciągu 10 minut doprowadziłam ich obu do uśmiechu.
-Oj młoda, musisz się jeszcze sporo nauczyć - powiedział blondyn.
-Co ja widzę? Nowe mięsko. - W pokoju pojawił się nagle przystojny czarnowłosy chłopak. Jego oczy były zielone, a skóra tak samo blada jak reszty z nas. Jedyne czego brakowało to jakiś ślad po śmierci. - Co tutaj robi dziewczyna? Wiesz, że jesteś tu jedyna?
Fakt. Dopiero teraz do mnie dotarło, że ten psychol zabijał tylko chłopaków, więc wszystkie duchy są płci męskiej.
-Tak. I co w związku z tym? - spytałam zaczepnie.
-Wyglądasz tak martwo. - Nowo-przybyły nie patrzył na mnie jako ducha, tylko na moje zwłoki. - Teraz jesteś jedną z nas. - Nieoczekiwanie duch uśmiechnął się do mnie, podszedł i mnie mocno uściskał.
-Ej, ja rozumiem, że możesz czuć się samotny, ale trochę przystopuj. - Próbowałam się wyrwać z uścisku, było to jednak niemożliwe. Nieznajomy duch odsunął się ode mnie na moment, ale za chwilę znów się przysunął i przerzucił mi swoją rękę przez ramię. - Okej, i co teraz?
-Teraz? Teraz się nie liczy. Mamy przed sobą całą wieczność.
-Mogę wiedzieć ile jest was wszystkich tutaj? Znaczy..y..nas. - spytałam.
-Tego nikt nie wie. Niektóre duchy w pewnym sensie zasnęły - odpowiedział Julian.
-I co wy tutaj robicie oprócz straszenia bezbronnych dzieci?
-Już to przerabialiśmy - powiedział ze śmiechem Kacper. - Robimy to, na co mamy ochotę. I staramy się ostrzegać przyszłe ofiary tak jak twojego brata.
-Mogliście to robić subtelniej - powiedziałam u uśmiechnęłam się na myśl dwóch duchów stojących nad moim bratem. Wtedy to wydawało się inne, ale jeśli patrzeć z tej drugiej strony to nawet zabawne. - A Ty, kim jesteś? Nie widzę u ciebie śladów po morderstwie? - Zwróciłam się do duch, który stał najbliżej mnie.
-Oczywiście, nie żyję. - Chłopak odsunął się ode mnie i odwrócił plecami. Na koszulce widać było dwie grube pręgi tuż pod łopatkami. - Dostałem siekierą.
-Ten koleś ma ostro nasrane w bani. Nie pamiętam, żebyś mi się przedstawiał. - Zasugerowałam nieznajomemu.
-Imiona nie są ważne. Z czasem po prostu przestaje się ich używać. Sama się przekonasz. Chcesz wiedzieć coś jeszcze?
-Dlaczego nie macie na sobie białych prześcieradeł? - Spytałam. Teraz wszyscy troje się zaśmiali. Chyba nie robili tego od dawna. W sumie, nie dziwię się. Co można robić przez wieczność siedząc w jednym domu?
-Chodź pokażemy ci nasz świat. Musisz się jeszcze trochę nauczyć. - Powiedział bezimienny duch. Zrozumiałam, że to już czas by zostawić życie za sobą. Opuszczam ostatecznie rodziców i Tomka. W ich świecie nie ma już dla mnie miejsca. Ostatni raz spojrzałam na swoje zwłoki i ruszyłam za moimi trzema nowymi braćmi.

niedziela, 9 lutego 2014

"Umrzeć, by przeżyć" cz. 1

Nie chcę się przeprowadzać, ale niestety nie mam w tej sprawie nic do gadania.  Pakowaliśmy się już od tygodnia. Rano zapakowaliśmy do samochodu ostatnie bagaże i ruszyliśmy. Gdy dotarliśmy na miejsce było już zupełnie ciemno i  rozpadał się deszcz. Nasz nowy dom wyglądał więc rodem z horroru. Tyle tylko, że ja uwielbiam się bać.
Dom był ogromny. Za duży dla nas czworga (niedługo pięciorga), jak na mój gust.  Weszłam po schodach na górę, rozejrzałam się. Korytarz ciągnie się chyba przez cały dom, dodatkowo jest tu pełni drzwi. Skręciłam w lewo i poszłam aż do pokoju na końcu. Na środku stało jedne drewniane krzesło. Nic nadzwyczajnego. Poza tym pokój był pusty. Wróciłam na korytarz. Tym razem wybrałam ostatnie drzwi na lewo. Pokój był duży, ale przytulny. Mój brat wybrał ostatni pokój po prawej po drugiej stronie korytarza. To tylko podkreśla jakimi jesteśmy przeciwnościami, co jest w sumie dziwne, bo jesteśmy bliźniakami. Jedyne jednak co nas łączy to rodzice. To nie tak, że jesteśmy nienormalni. Po prostu ja zawsze mówię co myślę a mój brat robi co chce.
Wyjrzałam na korytarz. Po co tu tyle drzwi? Chyba nie tylko mnie to ciekawi.
-Co tu robisz? - spytał mnie Tomek.
-Od dziś mieszkam.
To chyba koniec braterskiej pogawędki.  Podobno pierwsza noc w nowym miejscu jest jest najgorsza. Mnie spało się całkiem dobrze. Zeszłam na dół koło 11:00. Większość naszych rzeczy była już rozpakowana. Dobrze, że mnie to ominęło. Cały dzień rozpakowywałam moje książki, filmy i gry komputerowe. To prawda, nie mam życia towarzyskiego.
-Ej młoda, nie widziałaś moich butów do biegania? - Nawet nie zauważyłam kiedy Tomek pojawił się w drzwiach mojego pokoju.
-Oczywiście. Ja je wzięłam. Przecież wiesz jak kocham sport. - Na szczęście mój brat jest inteligentny, więc wyczuł sarkazm.
-Pytam serio. Zginęło mi już kilka rzeczy. Jak tylko przyjechaliśmy, położyłem słuchawki na łóżku u mnie. Za chwilę patrzę, zniknęły. Ty masz wszystko?
-Tak, może ten dom nie lubi facetów.
-Dom rasista. Cudownie. - Cud, chyba znalazłam kolejną rzecz, która nas łączy. Oboje nie chcieliśmy tej przeprowadzki.
Następne dni i noce spędziłam bardzo dobrze. Wstawałam wypoczęta. Siódmego dnia po przyjeździe, zeszłam na dół. Na schodach spotkałam Tomka.
-Wow, wyglądasz gorzej niż moja kupa, a to wyczyn.
-Nie sypiam zbyt dobrze. - przyznał się Tomek.
-Mówiłam. - Może ten dom naprawdę nie lubi facetów.
Kolejna noc zapowiadała się normalnie. Jednak koło 3:00 nad  ranem obudziły mnie krzyki. Wygramoliłam się z łóżka i wyjrzałam na korytarz. Czy to możliwe, żeby siedemnastoletniego chłopaka męczyły aż takie koszmary? Mój brat krzyczał jak opętany. Musiałam iść sprawdzić co się dzieje. Podeszłam pod drzwi pokoju Tomka.
-Wynoście się stąd! Jak tu w ogóle weszliście?! - Czyżby ktoś był w domu. Nie spotkałam jeszcze takiej rzeczy której się bałam, więc otworzyłam drzwi. Tomek siedział skulony w kącie i zakrywał rękoma twarz. Nad nim stało dwóch chłopaków. Obaj wysocy, mniej więcej w tym samym wieku. Jeden z nich miał ciemne włosy do ramion, drugi natomiast był blondyn.
-Hej, wy, co tutaj robicie? - Na dźwięk mojego głosu dwaj nieznajomi obrócili się do mnie twarzami. Dopiero teraz dostrzegłam, że brunet miał całą koszulkę we krwi. Blondyn był ,,czysty", nie licząc mnóstwa siniaków na rękach i grubej sino-żółtej pręgi na szyi.
-Jutro. My tylko ostrzegamy - rzekł brunet.
-Ostrzegacie? Przed czym? - spytałam, ale odpowiedzi się nie doczekałam, bo dwaj nieznajomi dosłownie rozpłynęli się w powietrzu.
-Tomek, co się tutaj stało? - Dopiero teraz mój bliźniak podniósł głowę i wyglądał naprawdę źle. Miał podkrążone oczy od wielu nieprzespanych nocy. Wydawał się też znacznie chudszy. Włosy miał w nieładzie, a przedramiona całe podrapane. - Kto to był?
-Ja...nie wiem. Oni...przychodzą...co noc...do mnie..I mówią....żebym uciekał.
-Chodź do mnie, porozmawiamy spokojnie. - Nawet się nie zdziwiłam, gdy Tomek po prostu wstał i wyszedł czym prędzej z tego pokoju. Już u mnie zapytałam go:
-Jak oni tu przychodzą? Ty ich wpuszczasz?
-Nie widziałaś? Oni..pojawiają się znikąd, a potem znikają.
-Przecież to nie możliwe. Sugerujesz, że to duchy  albo coś takiego? - Może właśnie dlatego niczego się nie bałam, bo nie wierzyłam w żadne siły nadprzyrodzone.
-A masz lepsze wytłumaczenie? - spytał Tomek.
-Okej. Jeden z nich powiedział "Jutro. My tylko ostrzegamy." Mówili Ci na co masz uważać?
-Opowiadali mi o pewnym mężczyźnie, który zabija tutaj nastolatków, tylko chłopców. On przejmuje ich siły życiowe czy jakoś tak.
-I oni ostrzegali Cię przed nim? To niedorzeczne. Ten pajac tu nie wejdzie.
-Słuchaj, to on zbudował ten dom. Zna go lepiej niż my. Podobno są tutaj ukryte tajne przejścia.
-Aha, oczywiście, a ja jestem Jim Morrison. Chcesz, możesz dziś spać u mnie? Moje łóżko jest tak ogromne, że nawet tamci dwaj by się zmieścili. - Widząc monę brata, dodałam. - żartowałam. Przecież wiesz, ze to nie w moim stylu zapraszać chłopców od razu do łóżka. Chodź, możesz spać do okna, a ja od drzwi.
Jednak nie było tak łatwo zasnąć po tym co widzieliśmy. Tomek całą noc się wiercił i zabierał mi kołdrę, żeby się nią okręcić. Każdy trzask, każdy samochód i każdy dźwięk sprawiał, że Tomek znów szalał. Nad ranem oboje zasnęliśmy, wstaliśmy dopiero późnym popołudniem. Rodziców nie było, więc mięliśmy całkowitą swobodę działania. Postanowiliśmy, że będziemy się zastawiać drzwi mojego pokoju na każdą noc. Tomek będzie spał u mnie. Przenieśliśmy z jego pokoju fotele i  cudem przeciągnęliśmy bieżnię i łóżko. Na noc wszystko postawiliśmy pod drzwi. Z kolei moje łóżko znalazło się w kącie, a nie tak jak przedtem na środku przy ścianie. Późnym wieczorem położyliśmy się spać. Tomek nadal się bał, ale ja nie odczuwałam strachu. Zasnęliśmy.
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Tomek też się obudził. Czyżby to znowu ci dwaj? Po kilkunastu minutach pukanie ustało, lecz w łazience rozległ się głośny huk. Mój bliźniak zadrżał.
-Tomek, ja pójdę sprawdzić do łazienki co to było, a Ty tu zostaniesz, okej? - spytałam brata. Nie odpowiedział, pokiwał jedynie głową.
Wyszłam z łóżka i wzięłam do ręki młotek, który również wcześniej przynieśliśmy. Ruszyłam do łazienki. Zajrzałam do środka, pusto. Ale lustro leżało w kawałkach częściowo na podłodze i umywalce. Pytanie, kto to mógł zrobić? Usłyszałam krzyk Tomka i szybko się odwróciłam. Za mną stał mężczyzna w wieku około dwudziestu lat. Był przystojny, miał ciemne blond włosy i intensywnie zielone oczy. W ręku trzymał pistolet. Niewiele myśląc, zamachnęłam się na niego młotkiem. Przeciwnik był jednak szybszy, złapał za młotek i odrzucił na drugi koniec łazienki. Nic nie mówiąc, mężczyzna obrócił się na pięcie i ruszył do pokoju po Tomka. Wybiegałam za nim, ale Tomka nie było. Nie to, żebym wierzyła, ale miałam ochotę krzyknąć ,,dzięki Bogu!".
-Gdzie on jest? - spytał napastnik wrogim głosem.
-Kto? Mój brat przystojniak? Bezpieczny. - Mężczyzna jakby nie usłyszał moich słów. Wciągnął głęboko powietrze nosem i podszedł do łóżka. Potem się schylił i wyciągnął spod niego Tomka, który był jak sparaliżowany; przyłożył mu pistolet do głowy, ale nie zdążył strzelić, ponieważ mój brat walnął go mocno w twarz tak, że pistolet poleciał wypadł z rąk mężczyzny i poleciał pod drzwi mojego pokoju. Przeciwnik ruszył w moją stronę, mówiąc:
-Głupia dziewczyna! Nie chodzi mi o ciebie, więc jeśli będziesz grzeczna, przeżyjesz.
-A więc wolisz chłopców? Szkoda - powiedziałam. Zdałam sobie sprawę, że barykada pokoju to nie był mój najlepszy pomysł. Ani ja, ani mój bliźniak nie mogliśmy uciekać. Mężczyzna zamachnął się, by uderzyć mnie w twarz, ale ja szybko przemknęłam mu pod ręką i pobiegłam po pistolet. Nie zdążyłam, bo trzymał go już Tomek.
-Strzelaj! Strzelaj! - krzyczałam. Tomek strzelił i trafił przeciwnika w ramię. Mężczyzna ani drgnął. Znalazł się szybko obok mnie złapał za ramiona tak mocno, że straciłam chwilowo czucie.
-Odłóż delikatnie pistolet na podłogę i kopnij w moją stronę. - Dawałam Tomkowi znak oczami by tego nie robił. On mnie zignorował i spełnił polecenie. Mężczyzna podniósł pistolet i powiedział:
-Chłopcze jeśli chcesz ją ocalić oddaj się w moje ręce. Ktoś musi dziś zginąć.
W tej chwili rozległo się pukanie do pokoju. To rodzice. Napastnik się zdekoncentrował. Wystarczyła chwila, żebym mu się wyrwała i pobiegła w stronę mojego brata.
-Uciekaj - szepnęłam i spojrzałam na okno.
-Zwariowałaś?! - Mężczyzna szedł już z wycelowanym pistoletem  w naszą stronę. Niewiele myśląc wypchnęłam Tomka przez okno. Na pewno przeżyje, nie gwarantuję jednak, że cały i zdrowy.
-Ty mała suko! - Facet złapał mnie za szyję i przygwoździł do ściany. Przyłożył mi pistolet do skroni. - Ktoś dzisiaj musi zginąć - szepnął mi do ucha i pociągnął za spust.


piątek, 17 stycznia 2014

"Palenie lęków"

-Jest normalnie - moja codzienna odpowiedź na pytanie mamy.
-Co dzisiaj robiłyście? Słyszałam, że już kończycie te seanse. - Powiedziała moja mama, która ciągle się o mnie zamartwia, niepotrzebnie rzecz jasna. To tylko zwykłe rozmowy z psychologiem, lecz nie dla mojej mamy. Ona myśli, że my tam siedzimy i rozmawiamy Bóg wie o czym.
-Mamo, to nie są żadne seanse, tylko zwykłe spotkania i rozmowy.
-A Ty jak sobie radzisz? Nie miewasz koszmarów?
-Nie.
Cóż, przynajmniej w tym aspekcie widzę poprawę. Bałam się spać, nigdzie nie wychodziłam, bo każdy potwór z koszmaru podążał za mną. Najgorsze jednak były noce.
Do kuchni wszedł tata i sięgnął po swoją ukochaną kawę.
-Cześć młoda. Mam rozumieć, że nie wybierasz się dziś do szkoły? - odruchowo zerknęłam na zegar.
-Już wpół do?! O cholera. - Wybiegłam z kuchni, zostawiając rodziców ze zdziwieniem na twarzach.
Droga do szkoły jest spokojna. Lubię tędy chodzić, bo nie słychać silników samochodów. Jest też tu mało ludzi, więc to idealne miejsce dla takiego świra jak ja.
Szkoła kiedyś była dla mnie koszmarem. Nienawidziłam tych wszystkich ludzi. Teraz chodzę po niej z podniesioną głową. Teoretycznie powinno być odwrotnie. Ludzie dowiedzieli się, że widuję się z psycholog, więc ich nastawienie do mnie uległo zmianie.
-To ta świruska.
-Podobno chciała się zabić.
-Chyba jest anorektyczką.
Tylko tak teraz ludzie o mnie mówią. Nie starałam się o rozgłos. Nigdy nie chciałam być w centrum.
-Marianna! - Właśnie tak mam na imię, lecz nikt tak na mnie nie mówi oprócz mojej jedynej koleżanki. - Pokaż mi koszmary. - Koszmary to moje rysunki i przedstawiają głównie moje hmm, no cóż moje koszmary.
-Nie mam nic nowego.
-Głupia, narysuj mnie. Jestem przecież swego rodzaju potworem. -To nie żaden potwór, a Aśka - dziewczyna, którą spotkałam u mojej psycholog. Ona miewała koszmary, z których budziła się z krzykiem. Prześladowały ją różne duchy, które każdej nocy wyciągały jej wnętrzności z brzucha. Straszne, ale prawdziwe.
-Aśka, wiesz, że nie rysuję ludzi.
-My nie jesteśmy ludźmi. Jesteśmy cieniami, które jakimś cudem widzą inni. - W jej oczach zobaczyłam prawdę, ona jest bardzo podobna do mnie.
-Nie. My jesteśmy po prostu nienormalne, ale jednak jesteśmy ludźmi.
-To prawda co mówią plotki. Nie masz poczucia humoru.
-Niewiele z tych plotek to prawda, ale akurat poczucie humoru mam.
-Nie. Ja jestem ta zabawna, a ty jesteś od greźdania i kreślenia.
-Zobaczymy się potem?
-Okej, weź wódkę, bo nie przetrwam "palenia swoich lęków". - Nasz psycholog wymyśliła, że spiszemy swoje lęki na kartkę a potem wrzucimy je do ognia.
Szkoła się skończyła. Mogę wracać do budynku, który przyzwyczaiłam się nazywać domem. Jak zwykle, szłam swoimi krętymi, opuszczonymi uliczkami, gdy nagle usłyszałam dziwne syczenie. Ciekawość wzięła górę, musiałam to sprawdzić. Poszłam w stronę hałasu. Skręciłam za róg i ujrzałam mężczyznę. Stał do mnie plecami, był zgarbiony.
-Proszę pana, wszystko w porządku?
Facet odpowiedział mi syczeniem. Postanowiłam pójść szybko do domu, nie oglądając się za siebie.
-Hej, ty! - usłyszałam za plecami. Nie odwróciłam się. - Zaczekaj! - Przyśpieszyłam kroku, gdy nagle zza rogu wyszedł kolejny mężczyzna. Nie zdążyłam się zatrzymać w porę i uderzyłam o bardzo twardą klatkę piersiową. Spojrzałam w górę. Ujrzałam ciemne, zimne i groźne oczy. Patrzyły na mnie spod krzaczastych brwi. Najgorsze jednak były jego zęby, ostre jak noże. Mężczyzna miał pokrytą brodę i ubranie czymś czerwonym i klejącym. O kurde! To krew!! Odwróciłam się z zamiarem ucieczki, ale napotkałam opór. Uderzyłam o tego mężczyznę, który wydawał owe przerażające syczenie. Jego ubranie też było pokrytę krwią, ale twarz zdążył chyba wytrzeć.
-Wybierasz się gdzieś, kochana? - spytał syczący facet.
-Właściwie to szłam do domu.
-A nie chcesz zostać z nami. Mamy tutaj dużo miejsca. Pomieścimy się. - kontynuował syczący.
-Nie. Wolę swój dom. Do widzenia. - Spróbowałam się jakoś wymknąć, niestety nie udało się.
-Jeśli zrobisz to, o co prosimy, tylko jedną rzecz, puścimy cię wolno.
-Mam w o uwierzyć?
-Chyba nie masz wyboru. - To prawda.
-Więc o co chodzi?
-Daj mi swoją rękę. - To już był szczyt dziwności, ale zrobiłam to, co kazał. Miałam już dość, chciałam jak najszybciej uciec. Kompan tego syczącego stał cicho za moimi plecami.
-Zadowolony? Mogę iść?
-To nie wszystko. - Nim się obejrzałam, syczący podwinął mi rękaw. Wciągnęłam powietrze, a mój prześladowca zrobił wielkie oczy ze zdziwienia. - Trudna z Ciebie sztuka. Mogłabyś być jedną z nas. Byłabyś idealna. Szkoda tylko, że jestem taki głodny.
Te słowa wywołały u mnie szok. Zaczęłam się szamotać, próbując wyrwać swoją rękę z uścisku. Nie udało się. Dodatkowo, koleś z tyłu objął mnie rękoma i mocno przycisnął do siebie. Wpadłam w panikę, wyrywałam się, kopałam i krzyczałam. Wiedziałam jednak, że to wszystko jest bezcelowe.
-Uspokój się, kochana. Nikt nie lubi gryźć napiętych mięśni. - Już w następnej sekundzie syczący wgryzł mi się w przedramię.Z mojej razy trysnęła krew. Syczący widział gdzie ugryźć. Bolało niemiłosiernie. Syczący sięgnął zębami do mojej ręki po raz drugi i oderwał spory kawałek skóry wraz z mięsem. Ciągle krzyczałam. Moje ubranie było już prawie całe mokre od krwi. Nie zdążyłam otrząsnąć się z widoku kolesia przeżuwającego kawałek mojego ciała, gdy mężczyzna, które trzymał mnie w żelaznym uścisku wgryzł mi się w szyję. Krew trysnęła mi na ubranie i na ziemię. Nie byłam już w stanie znieść takiego bólu. Zemdlałam. A może umarłam?

czwartek, 16 stycznia 2014

Początek

Witajcie.
Blog ten założyłam z myślą zamieszczania tu opowiadań i wierszy. Postaram się również komentować książki. Robię to w celu ćwiczenia samej siebie. Poza tym lubię pisać. Mam nadzieję, że zyskam kilku wiernych czytelników, którzy będą chcieli czytać moje pseudo-dzieła. Zachęcam do komentowania i pisania do mnie na prywatne.
Pierwsze opowiadanie już jutro.
Dobranoc.