W tym roku na wakacje wybieramy się w jakieś gorące klimaty. Nigdy nie lubiłam tych rodzinnych wypadów i nie sądzę, by miało się to kiedykolwiek zmienić.
-Gdzie Kasian? - spytał tata.
-A co ja jestem jego opiekunką? - Kasian to mój starszy brat. Często gdzieś znika, ale zawsze pojawia się wtedy, gdy jest potrzebny. Dlatego wszyscy go tak bardzo lubią.
-Mogłabyś czasem być milsza. To nie boli, wiesz? - Próbował mi dogryźć tata.
-Mogłabym, ale nie chcę. Co roku ciągniecie nas na wakacje. Tylko, ze ja wcale nie mam na nie ochoty. - Rodzice starają się każdą przerwę szkolną zorganizować inaczej: a to jedziemy w góry lub nad morze, zwiedzamy azjatyckie kraje albo chodzimy po dżungli. Dla niektórych może to być ciekawe. Ja natomiast najchętniej cały czas leżałabym w swoim łóżku przed telewizorem, skąd nie musiałbym mieć do czynienia ze światem. Ludzie są głupi i ja nie widzę w sensu rozmawiania z kimkolwiek.
-Spędzanie czasu w rodzinnym gronie jest bardzo ważne. Dbamy, żebyś ty i twój brat mieli wszystko, czego potrzebujecie, A wsparcie rodziców do tego należy, prawda kochanie?
Nie mam ochoty dłużej rozmawiać z rodzicami, skoro oni mnie nie rozumieją. Życie to iluzja. Nic nie jest nam potrzebne, na końcu i tak zostajemy z niczym. Nawet ludzie, którzy otaczali nas całe życie znikają, więc czy kiedykolwiek ich potrzebowaliśmy?
Rzuciłam plecak do łodzi i poszłam schować się gdzieś daleko. Niedługo wszystko czworo zostaniemy zmuszeni przebywać na małym terenie, gdzie nie ma jak uciec.
Po raz ostatni przeszłam się po molo. W sumie o niczym nie rozmyślałam. Wszystko rozumiem. W drodze powrotnej spotkałam brata:
-Już? - spytałam.
-Tak, za chwilę wypływamy. Właśnie po ciebie szedłem. Myślałem już, że uciekłaś. - Kasian uśmiechnął się do mnie i puścił oko.
-Nawet mi to do głowy nie przyszło.
-To dobrze. Co ja bym zrobił bez mojej mały siostrzyczki? - Brata zgarnął mnie pod pachę i potargał włosy. On dobrze wie, że tego nie lubię, ale też nie protestuję.
Poszliśmy razem do rodziców. Spakowali już wszystkie rzeczy i byli gotowi do drogi. Widocznie czekali tylko na mnie.
-Wsiadajcie. - powiedział tata. Mój brat szybko wskoczył do nich i wszyscy troje patrzyli na mnie wyczekująco.
-Ja nie płynę. - oznajmiłam.
-Jak to nie płyniesz? Planowaliśmy to od dawna, a ty dopiero w ostatniej chwili mówisz nie.
-Mówiłam wam to od zawsze, ale wy mnie nigdy nie słuchacie - podniosłam głos tak, że praktycznie krzyczałam. - Nigdy nie chciałam wyjeżdżać z wami na te głupie wakacje. Nie potrzebuję nikogo! Chcę być sama. I teraz wracam do domu, a wy zostawcie mnie w spokoju i płyńcie jak najdalej ode mnie!
Rzuciłam na ziemię swoją kurtkę, odwróciłam się i odeszłam zostawiając najdroższe mi osoby za plecami.Szłam po drewnianym po moście,
gdy nagle poczułam pod stopami żwir. Jak jak się tu znalazłam? Podniosłam głowę i rozejrzałam się wokół. Stałam u wejścia na cmentarz. Był stary i sprawiał wrażenie opuszczonego. Wydawało mi się, że już tu kiedyś byłam. Moje wspomnienia zaczęły się mieszkać, zmieniać, odsłaniać. Bolała mnie od tego głowa. Próbowałam to powstrzymać, ale nie mogłam. W mojej głowie cały czas się coś działo. Ból rozszedł się po całym ciele. Nie wiem co się dzieje. Upadłam na kolana i złapałam głowę rękoma. Przed oczami migało mi mnóstwo obrazów, nie były jednak normalne. Ludzie byli powykręcani, a niebo straciło swój kolor. I nagle, jakby w jednej sekundzie, wszystko ucichło. Ból fizyczny ustał. Pamiętam wszystko.
Muszę iść na cmentarz! Tam jest moja rodzina! Szybko wstałam i zaczęłam biec w kierunku bramy, kiedy poczułam, że ktoś ciągnie mnie do tyłu. Zaczęłam się wyrywać, krzyczeć i prosić jednocześnie, żeby ten ktoś mnie puścił.
-Muszę iść do mojej rodziny. Oni tam są!
-Nie. Uspokój się! Ich już nie ma. - Ledwo co tajemnicza osoba skończyła zdanie, usłyszałam jakby miliony głosów pomieszanych z dziwnym charkotem. Człowiek, który nadal mnie trzymał pociągnął mnie w stronę krzaków, które znajdowały się po przeciwnej stronie drogi. Dobrze widzieliśmy bramę i mury cmentarza, jednak my byliśmy niewidoczni.
-Patrz. - powiedział nieznajomy. Teraz widzę, że to mężczyzna około 35- letni.
Z cmentarza zaczęli wychodzi ludzie, choć nie wyglądali normalnie. Byli zniekształceni zupełnie jak w moich dziwnych wspomnieniach. Wdrapywali się po murach, przechodzili nad bramą, wyglądali jak robaki, których celem jest rozejście się po świecie. Ich ciała były zniszczone, poobijane, krwawiące. Na twarzach nie było jednak dzikości jakiej można by było się spodziewać. Były spokojnie i w pewien sposób malowała się na nich determinacja pomieszana z prośbą.
-Kim oni są? - spytałam mężczyznę.
-Nie wiemy do końca. Ustaliliśmy jedynie, że nie pochodzą z Ziemii. Jakimś cudem znaleźli się tu, szukają martwych ciał, kopiują ich wygląd zewnętrzny, a nawet cechy charakteru i wspomnienia. Potem odszukują ich rodziny i zmieniają im wspomnienia. Prowadzą za nich całkowicie normalne życie. To wszystko co wiemy, nie odkryliśmy jednak ich celu, Nie było ani jednego przypadku, żeby te stwory kogoś skrzywdziły.
-Więc one żyją z ludźmi tak ... po prostu?! Nic im nie robią? Tylko udają kogoś kim nie są.
Moja rodzina.
Byłam taka głupia.