-Jak było? - usłyszałam, gdy tylko weszłam do domu.
-Dobrze, tato.
-Co dziś robiłyście? - pytał dalej.
-Rozmawiałyśmy, jak zawsze. Dodatkowo dostałam nowe tabletki. To jakieś nowy wynalazek, który rzekomo pomaga w 98% przypadkach.
-To chyba dobrze. Będziesz coś jadła?
-Nie, dziękuję. Pójdę do siebie. - Wyjęłam z torby pudełko i wysypałam na dłoń jedną tabletkę. Nie różniła się niczym od poprzednich: mała, biała, okrągła. Straciłam wiarę, że taka mała rzecz może mi pomóc, ale połknęłam ją. Gdy tylko się położyłam, zakręciło mi się w głowie. Nie zdziwiłam się, przeżywałam to codziennie nawet kilka razy. Wiedziałam jednak co nastąpi za chwilę, dlatego szybko wstałam i poszłam umyć twarz, żeby trochę się rozbudzić.
Zeszłam na kolację z rodzicami. Co prawda, wcale ich nie jem, ale każdego wieczora siadam przy stole i robię moją najlepszą ,,wszystko jest w porządku" minę. Nagle zobaczyłam kątem oka jakiś ruch. Zmusiłam się, by tam nie patrzeć, bo po pierwsze: wiedziałam mniej więcej co tam jest, po drugie: naprzeciw mnie siedzieli zmartwieni rodzice.
Kolacja się skończyła i rozeszliśmy się do swoich sypialni. Boję się choćby położyć, bo cień z jadalni za mną podążał. Wzięłam jeszcze jedną tabletkę, chodziłam po pokoju tak długo aż rozbolałby mnie stopy. Starałam się zająć swoje myśli czymkolwiek byleby tylko nie patrzeć na cień, który cały czas czułam. W końcu jednak zmęczenie wzięło górę i postanowiłam, ze tej nocy prześpię chociaż dwie godziny. Było ciepło i przytulnie, i już prawie zasnęłam (dzięki tabletkom?), kiedy nagle poczułam coś zimnego i mokrego owijającego się wokół mojej prawej stopy. Szybko wyskoczyłam spod kołdry, ale moje nogi nie dotknęły podłogi, lecz błota. Zaczęłam się zapadać. Chyba moja mama usłyszała hałas i przybiegła, bo nagle w ciemności zobaczyłam rękę, która chciała mi pomóc. Oczywiście ja złapałam i byłam wolna, brudna praktycznie od pasa w dół, ale wolna. Odwróciłam się do mamy, ale jej już tam nie było. Byłam sama w pokoju, na podłodze nie było żadnego błota, nie byłam nawet brudna. Bałam się wrócić do łóżka, ale byłam naprawdę zmęczona wszystkimi nieprzespanymi nocami, każdą halucynacją. Zasnęłam, ale miałam koszmary o pazurach, które mnie drapią coraz głębiej i głębiej, aż przebijają się na wylot i ja umieram.
Obudziłam się koło trzeciej nad ranem. Gdy spojrzałam na nadgarstki, brzuch i nogi rany ciągle tam były, podłużne dziury, z których lała się krew. Całe łóżko było we krwi, krew spływała na podłogę i jej poziom stale się podnosił.
-To nie jest prawda, to nie jest prawda - mówiłam do siebie. Zamknęłam oczy i starałam się wyrównać oddech. Czułam się raczej dobrze, więc otworzyłam oczy, ale krew wcale nie zniknęła. Zrobiła się czarna prawie jak smoła. W niektórych miejscach wystawały z niej ludzkie szczątki, widziałam dłonie gotowe złapać cię w swój żelazny uścisk, tylko po to, by wciągnąć cię do siebie. Krew była już na wysokości łóżka, nie miałam jak uciec. Postanowiłam przejść po szafkach aż do drzwi. Stałam już na biurku, kiedy ktoś złapał mnie za kostki i mocno pociągnął. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, kiedy moja głowa znalazła się pod powierzchnią. Zaskakująco krew była bardzo przejrzysta gdy patrzyłam naokoło siebie, jednak kiedy spojrzałam w górę, widziałam tylko ciemną masę z wystającymi kończynami. Nie ucieknę, więc chyba się tu utopię. Ktoś złapał mnie za koszulkę i pociągnął do tyłu. Przewróciłam się na ziemię. Byłam wykończona walką o życie. Leżałam w jakimś lesie. Byłam mokra, ale to na pewno woda, nie krew. Za moimi plecami coś zaszeleściło. Nie odwróciłam się, bo byłam pewna, ze to ten potwór, który był przedtem ze mną w jadalni. Biegłam najszybciej jak potrafiłam. Wiedziałam jednak, że on się zbliża, nieomal czułam jego obrzydliwy oddech na karku. Nagle coś mocno uderzyło mnie w plecy tak, że runęłam na ziemię. Potwór stał nade mną. Widziałam tylko jego kontury na tle nocnego nieba, ale to wystarczyło, by określić, że nie mam szans.
-Czego chcesz? Dlaczego mi to robisz? -krzyczałam, lecz nie dostałam odpowiedzi. Czułam się całkowicie bezsilna i zmęczona, resztką sił starałam się oddalić od mojego prześladowcy. On jednak szybko pojawił się przy mnie i zaczął dusić. Straciłam przytomność.
Obudziłam się. Nie byłam w swoim łóżku. Ja stałam. Było ciemno, a moje oczy się jeszcze do tego nie przyzwyczaiły. Wszystko mnie bolało, ale to nie był tępy ból, jak odczuwa się po nocy pełnej przygodowych snów. Ten ból był prawdziwy. Co więcej, było mi okropnie zimno. Miałam mokre ubranie, z włosów kapała mi woda. Czułam się bardzo dziwnie i nie potrafiłam jeszcze do końca ocenić czy to aby nie jest kolejny koszmar. Nareszcie widziałam jakieś kontury. Spojrzałam na nadgarstki - było pocięte, nogi podobnie, nie musiałam sprawdzać już brzucha. Rany jeszcze trochę krwawiły, ale nie tyle ile można było się spodziewać po takich obrażeniach. Podsumowując, stałam nie wiadomo gdzie, w piżamie, mokra, wykrwawiająca się. Byłam okropnie zmęczona, upadłam. Leciałam i z każdą sekundą czułam, że sznur coraz mocniej zaciska się wokół mojej szyi. To już koniec- pomyślałam.
W ostatniej chwili, ktoś złapał mnie tak, że sznur nie zdążył zacisnąć się do końca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz